Koluzja w związku – dlaczego nieświadomie wybieramy właśnie takich partnerów?
Zaktualizowano: 7 sie

Zastanawiam się czasami, dlaczego niektórzy ludzie, mimo ogromnego cierpienia, wchodzą raz za razem w bardzo podobne relacje. Z zewnątrz może wyglądać to tak, jakby po prostu mieli pecha do partnerów albo nie potrafili podejmować dobrych decyzji. Im dłużej jednak pracuję jako psychoterapeuta, tym mniej wierzę w przypadek. Blisko jest mi do przekonania, że bardzo często nie wybieramy partnera wyłącznie dlatego, że go kochamy czy podziwiamy. Wybieramy również to, co jest dla naszego układu nerwowego znajome, nawet jeżeli wcale nie daje nam poczucia bezpieczeństwa.
Myślę, że właśnie dlatego tak trudno czasami zrozumieć własne wybory. Rozum podpowiada jedno, a mimo to po raz kolejny znajdujemy się w relacji, która przypomina poprzednią. Nie oznacza to, że świadomie szukamy cierpienia. Uważam raczej, że próbujemy odnaleźć coś, co kiedyś pomogło nam przetrwać, nawet jeśli dzisiaj ten sposób budowania bliskości przestał nam służyć.
Jednym z pojęć, które opisuje taką dynamikę, jest koluzja.
Czym właściwie jest koluzja?
Odnoszę wrażenie, że słowo koluzja brzmi trochę obco i specjalistycznie, chociaż opisuje coś, co wielu ludzi zna z własnego doświadczenia. Blisko jest mi do myślenia, że koluzja nie jest etykietą ani diagnozą związku. Jest raczej próbą opisania sytuacji, w której dwie osoby spotykają się nie tylko ze swoimi uczuciami, ale również z historią, którą każda z nich niesie od dzieciństwa.
Jedna osoba może szukać własnej wartości poprzez opiekowanie się innymi, poświęcanie się i dostosowywanie. Druga będzie potrzebowała uznania, podziwu albo potwierdzania własnej wartości poprzez otrzymywanie uwagi i troski.
Z zewnątrz mogą wydawać się zupełnie różni. Im dłużej jednak przyglądam się takim relacjom, tym częściej dostrzegam, że oboje próbują poradzić sobie z bardzo podobnym doświadczeniem. Różnią się przede wszystkim sposobem, w jaki nauczyli się szukać bezpieczeństwa.
Dlaczego wybieramy właśnie takich partnerów?
Myślę, że przez wiele lat psychologia próbowała odpowiedzieć na pytanie, dlaczego jedni ludzie nieustannie wchodzą w podobne związki. Blisko jest mi jednak do przekonania, że znacznie ważniejsze od samego pytania o wybór partnera jest pytanie o to, czego ten wybór miał kiedyś chronić.
Jeżeli jako dziecko nauczyłem się, że miłość oznacza spełnianie oczekiwań innych ludzi, mogę nieświadomie szukać partnera, przy którym ponownie będę pełnił właśnie taką rolę. Jeżeli nauczyłem się, że bliskość wiąże się z koniecznością ciągłego udowadniania własnej wartości, również w dorosłym życiu mogę odtwarzać podobny wzorzec.
Nie dlatego, że tego chcę.
Nie dlatego, że nie potrafię wyciągać wniosków.
Uważam raczej, że wybieram to, co mój organizm rozpoznaje jako znajome. Nawet wtedy, kiedy ta znajomość bardziej przypomina przetrwanie niż poczucie bezpieczeństwa.


