top of page

Jak pracuję

     

     Nie wiem, co sprawiło, że trafiłeś właśnie tutaj.

Być może od kilku tygodni zastanawiasz się nad rozpoczęciem psychoterapii. Być może ktoś bliski powiedział Ci, że warto z kimś porozmawiać. Być może od dawna próbujesz samodzielnie zrozumieć, dlaczego reagujesz w taki sposób, dlaczego wciąż wracasz do tych samych trudności albo dlaczego, mimo że z zewnątrz wszystko wydaje się w porządku, wewnątrz coraz częściej towarzyszy Ci zmęczenie, napięcie lub poczucie samotności.

Może przeczytałeś już wiele książek, wysłuchałeś podcastów, obejrzałeś filmy o psychologii i masz wrażenie, że rozumiesz swoją historię lepiej niż kiedykolwiek wcześniej, a jednak nadal dzieje się coś, czego nie potrafisz zmienić. Być może nawet byłeś już kiedyś na terapii i zastanawiasz się, czy kolejna rozmowa rzeczywiście może coś wnieść.

To są pytania, które słyszę bardzo często.

Dlatego pierwsza sesja rzadko zaczyna się od szukania odpowiedzi. Znacznie bardziej interesuje mnie spotkanie z człowiekiem i historia, która doprowadziła go właśnie do tego miejsca. Kiedy pytam: „W czym mogę być pomocny?”, nie oczekuję uporządkowanej opowieści ani trafnej diagnozy. Czasami ktoś przez dłuższą chwilę milczy, a później mówi tylko: „Nie wiem. Wiem tylko, że dłużej tak nie mogę.” I bardzo często właśnie od tych słów rozpoczyna się prawdziwa praca, ponieważ nie prowadzą one do szybkiego rozwiązania problemu, lecz pozwalają nam wspólnie zatrzymać się dokładnie tam, gdzie człowiek naprawdę jest.

Z biegiem lat coraz mocniej przekonuję się, że psychoterapia nie zaczyna się od odpowiedzi. Zaczyna się od próby zrozumienia.

Przez wiele lat pracowałem jako przyrodnik i to właśnie przyroda nauczyła mnie sposobu patrzenia na człowieka, który do dziś pozostaje fundamentem mojej pracy. Kiedy obserwowałem ptaki, lasy, jeziora czy torfowiska, szybko odkryłem, że zachowanie organizmu przestaje wydawać się przypadkowe, gdy spojrzymy na środowisko, w którym przyszło mu się rozwijać. To, co z zewnątrz może wyglądać jak chaos albo zaburzenie, bardzo często okazuje się próbą przystosowania do warunków, których wcześniej nie dostrzegaliśmy.

Z czasem zrozumiałem, że podobnie jest z człowiekiem.

Dlatego podczas terapii znacznie rzadziej zastanawiam się nad tym, co należałoby zmienić, a znacznie częściej próbuję zrozumieć, jakie doświadczenia sprawiły, że właśnie taki sposób przeżywania świata, budowania relacji czy reagowania okazał się kiedyś najlepszą możliwą odpowiedzią na rzeczywistość, która w tamtym czasie przekraczała możliwości danej osoby. Coraz częściej widzę, że lęk, wycofanie, nadmierna odpowiedzialność, trudność w proszeniu o pomoc czy nieustanna potrzeba kontrolowania wszystkiego nie pojawiły się po to, aby utrudniać życie. Bardzo często były próbą poradzenia sobie z czymś, co kiedyś było zbyt trudne, aby przeżyć to inaczej.

Nie oznacza to, że cierpienie przestaje być ważne ani że nasze zachowania nie mają konsekwencji. Oznacza jedynie, że zanim zaczniemy cokolwiek zmieniać, warto najpierw zrozumieć sens tego, co przez wiele lat pomagało przetrwać.

     W swojej pracy korzystam z wiedzy pochodzącej z różnych podejść psychoterapeutycznych, jednak z biegiem czasu coraz mocniej przekonuję się, że sama wiedza rzadko prowadzi do głębokiej zmiany. Spotykam wiele osób, które potrafią bardzo trafnie opowiedzieć o swoim dzieciństwie, rozumieją mechanizmy wpływające na ich życie i potrafią nazwać niemal każdą emocję, a mimo to nadal cierpią. Nie dlatego, że wiedzą zbyt mało, lecz dlatego, że przez całe życie brakowało im doświadczenia relacji, w której mogłyby poczuć się naprawdę zauważone, wysłuchane i bezpieczne.

To właśnie dlatego relacja terapeutyczna zajmuje w mojej pracy tak ważne miejsce.

Nie jest jedynie tłem rozmowy ani przestrzenią, w której analizujemy przeszłość. Staje się miejscem, w którym można wspólnie przyglądać się temu, co dzieje się pomiędzy nami właśnie teraz. Czasami zauważamy, że pojawia się trudność z zaufaniem, czasami lęk przed odrzuceniem, a czasami potrzeba wycofania się dokładnie wtedy, gdy rozmowa dotyka czegoś naprawdę ważnego. Nie traktuję takich momentów jako przeszkody. Bardzo często właśnie one stają się początkiem najgłębszej pracy.

Dlatego zdarza mi się mówić o tym, co zauważam, jak rozumiem to, co dzieje się w naszej relacji, albo jakie znaczenie mogą mieć emocje pojawiające się podczas spotkania. Nie robię tego po to, aby opowiadać o sobie ani narzucać własny sposób widzenia świata. Robię to dlatego, że wierzę, iż również moje doświadczenie może pomóc lepiej zrozumieć proces, który wspólnie tworzymy. Wielokrotnie przekonałem się, że właśnie wtedy człowiek zaczyna doświadczać czegoś, czego wcześniej często nie miał okazji przeżyć – obecności drugiej osoby, która nie ocenia, nie odwraca wzroku od trudnych emocji i pozostaje w kontakcie również wtedy, gdy pojawia się wstyd, lęk czy złość.

     Im dłużej pracuję jako psychoterapeuta, tym mniej wierzę w gotowe odpowiedzi, a tym bardziej ufam procesowi wspólnego rozumienia. Nie oznacza to bierności ani rezygnacji ze zmiany. Przeciwnie – wierzę, że dopiero wtedy, gdy człowiek zaczyna rozumieć sens własnych reakcji, odzyskuje możliwość dokonywania nowych wyborów. Zmiana, która wyrasta ze zrozumienia, jest zazwyczaj trwalsza niż zmiana oparta wyłącznie na walce z samym sobą.

Nie jestem odpowiedzialny za decyzje podejmowane przez klienta ani za kierunek jego życia. Moją odpowiedzialnością jest tworzenie takich warunków, w których można bezpiecznie przyglądać się własnej historii, odzyskiwać kontakt z emocjami, doświadczać autentycznej relacji i stopniowo odnajdywać własną drogę. Właśnie dlatego nie obiecuję szybkich efektów ani prostych rozwiązań. Każdy człowiek rozwijał się w innych warunkach i każdy potrzebuje własnego tempa, aby móc naprawdę spotkać się z samym sobą.

     Sesja trwa pięćdziesiąt minut i najczęściej spotykamy się raz w tygodniu, ponieważ regularność pozwala budować poczucie bezpieczeństwa oraz relację, która z czasem staje się przestrzenią do coraz głębszego poznawania siebie. Dla jednych osób będzie to proces trwający kilka miesięcy, dla innych kilka lat. Nie próbuję tego przewidywać, ponieważ wiem, że historia każdego człowieka rozwijała się inaczej i nie da się jej zamknąć w jednym schemacie.

     Patrząc dzisiaj na ponad pięć tysięcy godzin pracy klinicznej, nie myślę przede wszystkim o liczbie odbytych szkoleń ani o poznanych metodach terapeutycznych. Znacznie częściej wracają do mnie twarze ludzi, z którymi miałem zaszczyt pracować, ponieważ to właśnie oni nauczyli mnie najważniejszej rzeczy – że człowieka można naprawdę zrozumieć dopiero wtedy, gdy przestaniemy pytać, co jest z nim nie tak, a zaczniemy pytać, co wydarzyło się w jego życiu, że właśnie taki sposób przeżywania świata stał się kiedyś najlepszą możliwą odpowiedzią.

Psychoterapia jest dla mnie spotkaniem, w którym człowiek może nie tylko lepiej zrozumieć swoją historię, ale po raz pierwszy doświadczyć relacji, która tej historii nie powiela.

bottom of page