top of page

Czuję się głupi. Co jeśli przez całe życie zadawałeś sobie niewłaściwe pytanie?

  • Zdjęcie autora: Piotr Karpinski
    Piotr Karpinski
  • 10 sty 2025
  • 3 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 3 dni temu



Czuję się głupi.

Mam poczucie, że to jedno z tych zdań, które bardzo rzadko pojawia się na początku pierwszego spotkania. Znacznie częściej słyszę je dopiero wtedy, kiedy między nami pojawia się trochę więcej zaufania i ktoś zaczyna opowiadać o sobie w sposób, którego być może nigdy wcześniej nikomu nie pokazał.

Czasami te słowa brzmią trochę inaczej.

"Mam wrażenie, że inni radzą sobie z życiem znacznie lepiej ode mnie."

"Od zawsze czuję, że coś jest ze mną nie tak."

"Nigdy nie czułem się wystarczająco dobry."

Myślę, że za każdym razem, kiedy słyszę podobne zdania, najłatwiej byłoby odpowiedzieć: „To nieprawda. Jesteś wartościowym człowiekiem.” Uważam jednak, że taka odpowiedź bardzo rzadko dociera do miejsca, z którego wyrasta to przekonanie.

Znacznie bliższe jest mi zatrzymanie się przy innym pytaniu.

Co sprawiło, że zacząłeś tak o sobie myśleć?

Mam poczucie, że właśnie od tego momentu perspektywa zaczyna się zmieniać. Zamiast zastanawiać się, co jest z człowiekiem nie tak, próbujemy wspólnie zrozumieć historię, która przez wiele lat uczyła go patrzeć na siebie właśnie w taki sposób.

Blisko jest mi do przekonania, że większość ludzi nie rodzi się z poczuciem, że są niewystarczający. To przekonanie pojawia się znacznie później. Powoli. Czasami tak powoli, że trudno zauważyć moment, w którym cudze spojrzenie staje się własnym głosem.

Dlaczego dziecko zaczyna myśleć: „To ze mną jest coś nie tak?”

Zastanawiam się czasami, czy małe dziecko w ogóle ma możliwość pomyśleć:

"Mama jest przeciążona."

"Tata sam nosi w sobie wiele cierpienia."

"Rodzice nie potrafią okazywać bliskości."

Myślę, że nie.

To sposób rozumienia świata, do którego dochodzimy dopiero jako dorośli.

Dziecko znacznie częściej dochodzi do innego wniosku.

„To ze mną musi być coś nie tak.”

Uważam, że nie wynika to z jego słabości ani z błędnego myślenia. Wręcz przeciwnie. Jest próbą zachowania więzi z osobami, od których całkowicie zależy. Bo jeżeli problem tkwi we mnie, to być może mogę coś zrobić. Mogę być grzeczniejszy, spokojniejszy, mądrzejszy, bardziej pomocny. Mogę spróbować zasłużyć na uwagę i bliskość.

Myślę, że właśnie w taki sposób rodzi się wiele przekonań, które po latach zaczynamy traktować jak własną tożsamość, choć w rzeczywistości są historią, którą przez długi czas opowiadało nam nasze otoczenie.

(...)

Kiedy problemem nie był człowiek, ale środowisko

Przez wiele lat zajmowałem się przyrodą i odnoszę wrażenie, że właśnie ona nauczyła mnie patrzeć na człowieka w trochę inny sposób.

Nigdy nie przyszłoby mi do głowy powiedzieć o roślinie, która zakwitła później albo rosła wolniej, że jest gorsza od pozostałych. Znacznie bliższe byłoby mi pytanie o warunki, w których przyszło jej wzrastać. O światło. Glebę. Wilgotność. Temperaturę.

Zastanawiam się, dlaczego wobec ludzi tak rzadko zadajemy podobne pytania.

(...)

Nie pytam najpierw, co jest z Tobą nie tak

Odnoszę wrażenie, że jednym z najważniejszych pytań, jakie zadaję podczas psychoterapii, nie jest:

„Dlaczego tak reagujesz?”

Znacznie bliższe jest mi inne.

„Do czego ta reakcja była kiedyś potrzebna?”

Myślę, że właśnie w tym pytaniu zawiera się sposób, w jaki rozumiem psychoterapię.

Nie chodzi o znalezienie kolejnego sposobu na pozbycie się objawu.

Nie chodzi również o przekonanie człowieka, że powinien zacząć myśleć o sobie lepiej.

Blisko jest mi do przekonania, że zanim spróbujemy coś zmieniać, warto najpierw zrozumieć, dlaczego przez tyle lat właśnie ten sposób przeżywania świata był potrzebny.

Nie wierzę, że człowieka trzeba naprawiać.

Uważam natomiast, że wielu ludzi przez lata próbowało przetrwać w warunkach, które wymagały od nich ogromnego wysiłku. Być może psychoterapia nie polega na stworzeniu nowego człowieka. Być może znacznie bliżej jej do tworzenia takich warunków, w których można stopniowo odzyskiwać kontakt z tym, kim było się wcześniej, zanim pojawiło się przekonanie, że z jakiegoś powodu jest się niewystarczającym.

 
 
bottom of page