top of page

Zaufanie – cicha podstawa bliskości

  • Zdjęcie autora: Piotr Karpinski
    Piotr Karpinski
  • 24 lis 2025
  • 2 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 16 gru 2025


Zaufanie w relacji nie pojawia się nagle. Nie jest decyzją ani aktem woli. Raczej procesem, który dojrzewa w czasie, w rytmie wielu drobnych doświadczeń bycia z kimś – widzianym, słyszanym i traktowanym poważnie.

Z mojej perspektywy terapeutycznej zaufanie rodzi się tam, gdzie obecność drugiego człowieka jest przewidywalna i regulująca. Gdzie reakcje są wystarczająco spójne, a granice – jasne. To w takich momentach układ nerwowy uczy się, że relacja nie musi oznaczać zagrożenia. Że można się oprzeć, choćby na chwilę.

Skąd bierze się brak zaufania

Brak zaufania rzadko jest cechą charakteru. Znacznie częściej jest śladem wcześniejszych doświadczeń, w których bliskość była niespójna, obciążająca albo po prostu zbyt trudna do uniesienia. Jeśli ktoś, na kim mieliśmy polegać, był emocjonalnie niedostępny, nieprzewidywalny lub raniący, organizm uczy się czujności.

Wtedy pojawia się kontrola, dystans, samowystarczalność. Relacje są, ale bez prawdziwego poczucia bycia z kimś. Można być wśród ludzi i jednocześnie doświadczać głębokiej samotności. To nie wybór – to sposób ochrony przed ponownym zranieniem.

Co oznacza życie bez zaufania

Długotrwały brak zaufania ma swoją cenę. Prowadzi do napięcia, wyczerpania, trudności w regulowaniu emocji. Bliskość zaczyna kojarzyć się z ryzykiem, a nie z bezpieczeństwem. Ciało pozostaje w gotowości, jakby relacja była czymś, przed czym trzeba się bronić.

Jednocześnie potrzeba relacji nie znika. Jest wciąż obecna, choć często przykryta lękiem lub zniechęceniem. To wewnętrzne rozdwojenie – chcieć bliskości i jednocześnie się jej bać – bywa jednym z najbardziej bolesnych doświadczeń.

Jak buduje się zaufanie

Zaufania nie da się przyspieszyć ani wymusić. Ono odbudowuje się małymi krokami, w tempie, które jest możliwe dla danej osoby. Często zaczyna się od relacji z samym sobą: od zauważenia sygnałów z ciała, od uznania własnych emocji i potrzeb. Od zgody na to, że to, co czujemy, ma sens w kontekście naszej historii.

Dopiero na tym fundamencie możliwe jest spotkanie z drugim człowiekiem w sposób bardziej otwarty. W relacji, która jest wystarczająco bezpieczna – nie idealna, ale na tyle stabilna, by można było sprawdzić, co się wydarzy, gdy napięcie choć trochę opadnie.

Zaufanie rośnie wtedy, gdy doświadczenie jest inne niż to, czego nauczyła nas przeszłość. Gdy ktoś zostaje, reaguje, naprawia. Gdy jest miejsce na błąd i powrót do kontaktu. To powtarzalność takich momentów powoli zmienia wewnętrzne przekonanie o relacjach.

Na zakończenie

Odbudowa zaufania to proces głęboko ludzki i wymagający cierpliwości. Nie chodzi w nim o zapomnienie dawnych ran, ale o stworzenie nowych doświadczeń, które pokażą, że dziś może być inaczej. Że relacja może być źródłem regulacji, a nie zagrożenia.

I że bliskość – choć kiedyś zbyt trudna – może z czasem stać się miejscem większego spokoju.

 
 
bottom of page