top of page

Dlaczego się nie rozwijamy? O potencjale, który czeka na odpowiednie warunki

Zdjęcie autora: Piotr Karpinski
Piotr Karpinski
6 sty
3 minut(y) czytania

Każdej zimy czekam na ten moment.

Spaceruję po ogrodzie i wypatruję pierwszych przebiśniegów. Od wielu lat zwracam uwagę na to, kiedy pojawiają się ich pierwsze liście, kiedy rozwijają się pąki i kiedy wreszcie zakwitają. Odkąd mieszkam w Wielkiej Brytanii, obserwuję to z jeszcze większą ciekawością, bo ten sam gatunek, który pamiętam z rodzinnych stron na Lubelszczyźnie, tutaj zachowuje się zupełnie inaczej.

Przebiśniegi nie czekają na tę samą datę w kalendarzu. Nie zastanawiają się, czy to już właściwy moment. Reagują na światło, temperaturę i wilgotność. Jeżeli warunki sprzyjają wzrostowi, rozwijają się wcześniej. Jeżeli zima trwa dłużej, cierpliwie czekają.

Im dłużej zajmuję się ogrodnictwem, a później również psychoterapią, tym częściej mam wrażenie, że człowiek jest do nich znacznie bardziej podobny, niż zwykle chcemy przyznać.

Bardzo często spotykam osoby, które zadają sobie pytania: „Co jest ze mną nie tak?”, „Dlaczego ciągle reaguję w ten sposób?” albo „Dlaczego innym przychodzi to łatwiej niż mnie?”. Za każdym razem, kiedy słyszę podobne słowa, mam ochotę zaproponować nieco inne pytanie. Nie zastanawiajmy się najpierw nad tym, co jest z Tobą nie tak. Spróbujmy wspólnie zrozumieć, w jakich warunkach ten sposób funkcjonowania był kiedyś potrzebny.

To jedno z najważniejszych pytań w mojej pracy.

Nie pytam najpierw, jak pozbyć się objawu.

Najpierw próbuję zrozumieć, do czego był potrzebny.

Im więcej wiem o rozwoju człowieka, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nasze reakcje mają sens, jeśli spojrzymy na nie w kontekście historii, którą przeszliśmy. Układ nerwowy nie podejmuje przypadkowych decyzji. Nie wybiera lęku, wycofania czy nadmiernej czujności dlatego, że chce utrudnić nam życie. Bardzo często są to sposoby, dzięki którym kiedyś udało się przetrwać w świecie, który nie dawał wystarczającego poczucia bezpieczeństwa.

Jednym z najbardziej poruszających przykładów są dla mnie losy dzieci wychowywanych w rumuńskich sierocińcach pod koniec XX wieku. Miały zapewnione jedzenie i podstawową opiekę, ale niemal całkowicie pozbawiono je bliskości, dotyku i obecności dorosłego, który pomagałby regulować emocje. Z perspektywy współczesnej neurobiologii wiemy, że ich mózgi rozwijały się inaczej. Nie dlatego, że były wadliwe. Rozwijały się dokładnie tak, jak pozwalały na to warunki.

To rozróżnienie jest dla mnie niezwykle ważne.

Przez wiele lat mówiono o uszkodzeniach.

Dzisiaj coraz częściej mówimy o adaptacji.

Mózg zrobił to, do czego został stworzony. Dostosował się do środowiska. Jeżeli świat był nieprzewidywalny, nauczył się nieustannej czujności. Jeżeli bliskość wiązała się z bólem albo odrzuceniem, nauczył się ograniczać potrzebę relacji. Jeżeli nie było nikogo, kto pomagał regulować emocje, próbował poradzić sobie z tym najlepiej, jak potrafił.

Kiedy po latach spotykam takie osoby w gabinecie, bardzo często słyszą o sobie, że są zbyt wrażliwe, zbyt wycofane, zbyt kontrolujące albo zbyt emocjonalne. Tymczasem ja coraz częściej widzę w tych zachowaniach nie problem, lecz historię człowieka, który przez długi czas robił wszystko, aby poradzić sobie w warunkach, jakie były dla niego dostępne.

Nie oznacza to oczywiście, że mamy pozostać przy tych strategiach do końca życia. Psychoterapia nie polega na przekonywaniu człowieka, że powinien zostać taki, jaki jest. Polega raczej na stworzeniu takich warunków, w których układ nerwowy może stopniowo odkrywać, że świat wygląda już inaczej niż kiedyś i że nie wszystkie sposoby przetrwania są nadal potrzebne.

Być może właśnie dlatego tak często wracam myślami do ogrodu.

Nie dlatego, że rośliny są takie same jak ludzie.

Dlatego, że każdego roku przypominają mi coś bardzo ważnego. Rozwój nie zaczyna się od większego wysiłku. Rozwój zaczyna się od warunków.

Przebiśniegi nie zakwitają dlatego, że bardziej się starają. Zakwitają wtedy, kiedy światło, temperatura i wilgotność mówią im, że nadszedł odpowiedni moment.

Coraz częściej myślę, że z człowiekiem jest podobnie.

Wiele możliwości, które w sobie nosimy, nie zniknęło. Często po prostu przez lata nie miało warunków, by się ujawnić. Kiedy pojawia się więcej bezpieczeństwa, przewidywalności i życzliwej obecności drugiego człowieka, układ nerwowy stopniowo przestaje koncentrować się wyłącznie na przetrwaniu. Dopiero wtedy pojawia się przestrzeń na rozwój.

I chyba właśnie dlatego nie wierzę, że człowieka trzeba naprawiać.

Znacznie bliższe jest mi przekonanie, że potrzebuje warunków, w których będzie mógł stopniowo odzyskiwać kontakt ze sobą.

 
 
bottom of page