Dlaczego się nie rozwijamy? O potencjale, który czeka na odpowiednie warunki
- Piotr Karpinski
- 6 sty
- 2 minut(y) czytania

Pierwsze przebiśniegi w moim ogrodzie pojawiły się wcześnie. Ten sam gatunek, który w Polsce zakwita znacznie później, tutaj reaguje na inne warunki. Nie na kalendarz, nie na „właściwy moment”, lecz na temperaturę, światło i wilgotność. Przyroda nie przyspiesza ani nie opóźnia rozwoju — ona po prostu odpowiada na środowisko, w jakim się znajduje.
Ta obserwacja bardzo łatwo przenosi się na myślenie o rozwoju człowieka. W terapii często spotykam osoby, które pytają: „co jest ze mną nie tak?”, „dlaczego nie potrafię…?”, „dlaczego reaguję w ten sposób?”. A przecież znacznie trafniejszym pytaniem bywa: w jakich warunkach ten sposób funkcjonowania miał sens?
Jednym z najmocniejszych przykładów pokazujących, jak środowisko kształtuje rozwój, są losy dzieci wychowywanych w rumuńskich sierocińcach pod koniec XX wieku. Były one karmione, miały zapewnione podstawowe potrzeby biologiczne, a jednocześnie niemal całkowicie pozbawione relacji, dotyku i regulującej obecności dorosłego. Ich mózgi rozwijały się w warunkach chronicznego braku bezpieczeństwa emocjonalnego. Badania pokazały później zmiany w strukturze i funkcjonowaniu mózgu — szczególnie w obszarach odpowiedzialnych za regulację emocji, relacje i reakcje na stres.
To, co dziś wiemy znacznie lepiej, to fakt, że nie były to „uszkodzenia”. Były to adaptacje. Mózg tych dzieci zrobił dokładnie to, co potrafi najlepiej: dostosował się do warunków, w których przyszło mu się rozwijać. Gdy nie ma kogoś, kto uspokaja, uczy się samoregulacji. Gdy nie ma przewidywalności, rozwija czujność. Gdy relacja jest źródłem bólu lub braku, organizm uczy się ograniczać potrzebę bliskości.
W dorosłym życiu te same mechanizmy często nazywane są problemami: trudnością w zaufaniu, nadmierną kontrolą, emocjonalnym dystansem, impulsywnością lub wycofaniem. Z perspektywy rozwojowej są one jednak dowodem ogromnej inteligencji przetrwania. To strategie, które kiedyś pozwalały funkcjonować w środowisku, jakie było dostępne.
Podobne procesy widzimy u osób, które dorastały w domach pełnych napięcia, chaosu, emocjonalnej nieobecności albo nadmiernych wymagań. Układ nerwowy dziecka reaguje nie na deklaracje, ale na realne doświadczenie. Uczy się, czy świat jest bezpieczny, czy trzeba być czujnym; czy potrzeby spotykają się z odpowiedzią, czy lepiej je schować; czy relacja jest wsparciem, czy zagrożeniem.
Dlatego tak ważne jest zrozumienie, że rozwój nie zatrzymuje się dlatego, że ktoś „ma za mało potencjału”. Często zatrzymuje się, bo warunki nie pozwalają na więcej niż przetrwanie. I odwrotnie — gdy pojawia się relacyjna stabilność, przewidywalność i bezpieczeństwo, układ nerwowy zaczyna się rozluźniać, a strategie przetrwania przestają być jedyną opcją.
Wracając do przebiśniegów: one nie zakwitły dlatego, że nadszedł odpowiedni moment w roku, ale dlatego, że środowisko na to pozwoliło. W człowieku wiele możliwości również czeka na warunki. To, kim jesteśmy, jest znacznie szersze niż to, co widać wtedy, gdy całe życie trzeba było przetrwać.


