top of page

Czy naprawdę muszę ciągle coś udowadniać?

Zdjęcie autora: Piotr Karpinski
Piotr Karpinski
29 cze
3 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 7 sie


Odnoszę wrażenie, że jednym z najbardziej wyczerpujących sposobów przeżywania życia jest przekonanie, że na własną wartość trzeba nieustannie zapracowywać. Nie zawsze przybiera ono postać wielkich ambicji czy spektakularnych osiągnięć. Czasami objawia się w znacznie subtelniejszy sposób – w poczuciu, że jeszcze nie zrobiłem wystarczająco dużo, że powinienem bardziej się postarać, skończyć kolejne szkolenie, przeczytać następną książkę, zdobyć następny certyfikat albo udowodnić sobie i innym, że naprawdę zasługuję na miejsce, które zajmuję.

Przez wiele lat ten sposób myślenia wydawał mi się czymś zupełnie naturalnym. Kończyłem kolejne studia, uczestniczyłem w szkoleniach, prowadziłem własną firmę, a później rozpocząłem drogę do zawodu psychoterapeuty. Z zewnątrz mogło to wyglądać jak konsekwencja, pracowitość albo zwyczajna potrzeba rozwoju. Dzisiaj nie patrzę już na ten okres z oceną. Nie próbuję również przekonywać siebie, że było to dobre albo złe. Blisko jest mi raczej do przekonania, że zanim zaczniemy oceniać własne zachowania, warto najpierw spróbować zrozumieć, do czego były nam potrzebne.

Zastanawiam się czasami, ilu ludzi przez całe życie zadaje sobie niewłaściwe pytanie. Pytają: „Jak przestać ciągle coś udowadniać?” albo „Jak przestać być perfekcjonistą?”, podczas gdy znacznie bliższe jest mi inne pytanie:

Komu właściwie próbuję to wszystko udowodnić?

Mam poczucie, że właśnie tutaj bardzo często zaczyna się prawdziwa zmiana. Nie wtedy, kiedy próbujemy walczyć z objawem, ale wtedy, kiedy zaczynamy rozumieć historię, z której ten objaw wyrósł.

Kiedy osiągnięcia stają się sposobem na zachowanie więzi

Myślę, że dziecko bardzo rzadko budzi się rano z decyzją, że chce być perfekcyjne. Ono przede wszystkim próbuje odnaleźć się w świecie, którego jeszcze nie rozumie. Uczy się obserwując dorosłych, wyciągając wnioski z ich reakcji i próbując znaleźć sposób, dzięki któremu będzie mogło zachować z nimi więź.

Jeżeli doświadcza, że zainteresowanie, pochwała albo czułość pojawiają się przede wszystkim wtedy, gdy jest grzeczne, osiąga sukcesy, nie sprawia problemów albo spełnia oczekiwania, bardzo łatwo może dojść do wniosku, że właśnie tak działa miłość. Nie dlatego, że ktoś wypowiada te słowa wprost, lecz dlatego, że dziecko nieustannie próbuje zrozumieć reguły świata, od którego całkowicie zależy.

Z biegiem czasu taki sposób przeżywania relacji przestaje być świadomym wyborem. Staje się czymś oczywistym. Człowiek dorasta, zmienia szkoły, pracę, zakłada rodzinę, ale w środku nadal nosi przekonanie, że na bliskość, uznanie i bezpieczeństwo trzeba sobie zasłużyć.

Uważam, że właśnie dlatego tak wiele osób mówi o sobie: „Nigdy nie jestem wystarczająco dobry.” Nie dlatego, że rzeczywiście są niewystarczający, ale dlatego, że przez wiele lat ich układ nerwowy uczył się, iż poczucie bezpieczeństwa zależy od spełniania określonych warunków.

Nie chodzi o ambicję

Nie oznacza to, że ambicja jest czymś złym.

Nie oznacza to również, że rozwój jest próbą ucieczki przed sobą.

Blisko jest mi raczej do myślenia, że warto odróżnić rozwój, który wypływa z ciekawości, od rozwoju, który staje się próbą zdobycia prawa do własnej wartości.

Z zewnątrz oba mogą wyglądać niemal identycznie.

Ta sama liczba przeczytanych książek.

Te same szkolenia.

Te same osiągnięcia.

A jednak ich wewnętrzne źródło może być zupełnie inne.

Jedna osoba rozwija się dlatego, że świat naprawdę ją ciekawi.

Druga dlatego, że ma nadzieję, iż jeszcze jeden sukces wreszcie uciszy głos, który od lat powtarza, że nadal nie jest wystarczająca.

Odnoszę wrażenie, że właśnie dlatego sukces tak często przynosi jedynie chwilową ulgę. Jeżeli jego zadaniem jest zagłuszenie wieloletniego lęku przed byciem niewystarczającym, bardzo szybko pojawia się potrzeba zdobycia kolejnego potwierdzenia. Nie dlatego, że człowiek jest zachłanny, lecz dlatego, że ulga nigdy nie dociera do miejsca, z którego ten lęk naprawdę pochodzi.

 
 
bottom of page