top of page

Nie każde cierpienie daje się zobaczyć. I nie wszystko da się naprawić

Zdjęcie autora: Piotr Karpinski
Piotr Karpinski
3 dni temu
3 minut(y) czytania

O bólu, akceptacji i odzyskiwaniu wpływu na własne życie

Wiele osób przez długi czas zastanawia się, czy to, czego doświadczają, jest wystarczająco poważne, aby zgłosić się po pomoc. Porównują się z innymi. Myślą, że inni mieli gorzej, że przecież nadal pracują, opiekują się rodziną i wykonują codzienne obowiązki. Może więc nie powinny narzekać?

Cierpienia nie zawsze widać. Człowiek może dobrze funkcjonować na zewnątrz, a jednocześnie mierzyć się z samotnością, kryzysem w relacji, napięciem albo ranami z dzieciństwa, które nadal wpływają na jego dzisiejsze życie. Może nie wiedzieć, dlaczego bliskość jest tak trudna, dlaczego wciąż powtarzają się podobne sytuacje albo skąd bierze się poczucie, że zawsze musi sobie radzić sam.

Nie trzeba jednak udowadniać, że jest wystarczająco źle. Jeżeli coś od dłuższego czasu odbiera spokój, utrudnia relacje albo sprawia, że coraz trudniej żyć tak, jak chciałoby się żyć, warto się temu przyjrzeć.

Psychoterapia nie jest cudem

Myślę, że ważna jest uczciwość dotycząca tego, co psychoterapia może, a czego nie może zrobić. Nie potrafi zmienić przeszłości, zwrócić straconych lat ani sprawić, że doznana krzywda przestanie być częścią naszej historii. Nie zawsze można też całkowicie usunąć ból.

Podobnie jak po poważnym urazie fizycznym, życie czasem nie wraca do wcześniejszej postaci. Człowiek może nauczyć się funkcjonować inaczej, odzyskać sprawczość i zbudować dobre życie, ale nie oznacza to, że nic się nie wydarzyło. Straty psychiczne również są realne. Mogą dotyczyć dzieciństwa, którego nie było, poczucia bezpieczeństwa, zaufania, relacji albo wyobrażenia o tym, jak miało wyglądać życie.

Psychoterapia nie polega wtedy na przekonywaniu, że wszystko będzie dobrze. Może natomiast pomóc zobaczyć, co się wydarzyło, nazwać konsekwencje i poszukać sposobu, aby przeszłość nie decydowała już o wszystkim, co dzieje się dzisiaj.

Akceptacja nie oznacza zgody na krzywdę

Akceptacja bywa rozumiana jako rezygnacja albo pogodzenie się z niesprawiedliwością. Ja widzę ją inaczej. Nie oznacza uznania, że krzywda była w porządku. Nie oznacza też, że mamy przestać czuć złość, żal czy smutek.

Może oznaczać przyjęcie do wiadomości, że coś naprawdę się wydarzyło i że nie da się już tego odwrócić. Dopiero wtedy energia zużywana na walkę z przeszłością może zostać wykorzystana do budowania życia w obecnych warunkach.

Życie nie zawsze jest sprawiedliwe. Bywa bolesne i stawia nas przed wyborami, w których nie istnieje jedno idealne rozwiązanie. Wybierając jedną drogę, często tracimy możliwość pójścia inną. Dojrzała decyzja nie zawsze jest wyborem pomiędzy dobrem a złem. Czasem jest próbą znalezienia rozwiązania, z którego korzyściami i kosztami potrafimy żyć.

Czasem sama psychoterapia nie wystarcza

Zdarza się również, że nasilenie objawów jest tak duże, iż obok psychoterapii potrzebna jest konsultacja lekarska, a czasem leczenie farmakologiczne. Nie postrzegam tego jako porażki klienta ani psychoterapii.

Jeżeli lęk, depresja, bezsenność lub inne objawy utrudniają codzienne funkcjonowanie, rozmowa z lekarzem lub psychiatrą może być ważną częścią dbania o siebie. Decyzja o leczeniu farmakologicznym należy do lekarza i powinna uwzględniać indywidualną sytuację danej osoby. Psychoterapia i farmakoterapia nie muszą ze sobą konkurować. Czasami mogą się uzupełniać.

Jak pracuję

W terapii staram się być obecny. Nie tylko słuchać, ale również reagować jak człowiek. Zależy mi, aby nie bagatelizować tego, z czym ktoś przychodzi, nawet jeśli on sam nie ma pewności, czy jego doświadczenie jest wystarczająco ważne.

Jednocześnie nie chcę odbierać drugiej osobie autonomii. Nie mam gotowej odpowiedzi na to, jak powinna żyć, jaką decyzję podjąć ani które rozwiązanie będzie dla niej najlepsze. Mogę pomagać w dostrzeganiu tego, co wcześniej pozostawało niewidoczne, nazywaniu emocji, rozumieniu powtarzających się schematów i rozpoznawaniu ceny poszczególnych wyborów. Ostatecznie jednak to klient pozostaje osobą decydującą o własnym życiu.

Najbliżej jest mi do psychoterapii jako formy współpracy. Terapeuta wnosi swoją wiedzę, doświadczenie, uważność i odpowiedzialność za sposób prowadzenia procesu. Klient wnosi własną historię, tempo, granice i prawo wyboru. Nie chodzi o to, aby ktoś stał się zależny od terapeuty, ale aby stopniowo odzyskiwał większe zaufanie do siebie.

Nie trzeba czekać, aż będzie jeszcze gorzej

Nie każde cierpienie wymaga diagnozy. Nie każde doświadczenie można też całkowicie naprawić. To nie oznacza jednak, że nic nie można zmienić.

Czasem początkiem zmiany jest uznanie: to, czego doświadczam, jest dla mnie ważne. Nie muszę porównywać swojego bólu z bólem innych ani czekać, aż przestanę sobie radzić. Mogę spróbować lepiej zrozumieć siebie, zobaczyć dostępne możliwości i zdecydować, co chcę zrobić dalej.

Psychoterapia nie daje życia bez bólu i strat. Może jednak pomóc żyć bardziej świadomie, z większą możliwością wyboru i mniejszą potrzebą ukrywania tego, co naprawdę się w nas dzieje.

 
 
bottom of page