top of page

Polski psycholog czy polski psychoterapeuta w UK? Jak szukamy psychoterapii online po polsku za granicą

Zdjęcie autora: Piotr Karpinski
Piotr Karpinski
29 gru 2024
8 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 8 sie


Kiedy mieszkamy za granicą i zaczynamy myśleć o psychoterapii, bardzo często pierwszym pytaniem nie jest jeszcze to, w jakim nurcie chcielibyśmy pracować ani jaka metoda będzie dla nas najlepsza, ale coś dużo prostszego: gdzie znaleźć kogoś, z kim będę mógł rozmawiać po polsku?

Wtedy pojawiają się w Google takie hasła jak polski psycholog UK, polski psychoterapeuta UK, polski psycholog online, polski psychoterapeuta online, psychoterapia online po polsku, czasem po prostu polski terapeuta online.

Kiedy patrzę na dane dotyczące wyszukiwania mojej strony, widzę właśnie takie zapytania. I jest w tym coś bardzo znajomego, bo sam kiedyś zaczynałem dokładnie w tym samym miejscu.


Sam kiedyś szukałem „polskiego psychologa” i „polskiego psychoterapeuty”

Na swoją pierwszą psychoterapię poszedłem już w Wielkiej Brytanii.

Wtedy nie rozumiałem jeszcze dobrze różnic między psychologiem i psychoterapeutą, nie znałem brytyjskiego systemu, nie zastanawiałem się nad tym, jakie znaczenie mają organizacje zawodowe czy sposób szkolenia. Chciałem po prostu znaleźć kogoś, z kim będę mógł rozmawiać po polsku.

Pierwszą osobą, którą znalazłem, był polski psycholog pracujący w gabinecie.

Spotkaliśmy się dwa razy i bardzo szybko wiedziałem, że to nie jest relacja, w której chcę zostać. Nie potrafiłem wtedy dobrze powiedzieć dlaczego. Nie miałem jeszcze języka, którym dzisiaj mógłbym to nazwać. Po prostu czułem, że to nie jest to.

Później spróbowałem kolejny raz. W pewnym momencie zacząłem mieć poczucie, że nie jestem naprawdę słyszany, że sposób pracy tej osoby nie jest mi bliski i że coś w tym kontakcie mi nie odpowiada.

Były kolejne próby, aż w końcu znalazłem w internecie stronę psychoterapeutki, do której zdecydowałem się zgłosić.

Na początku spotykaliśmy się w gabinecie.

Po jakimś czasie powiedziała mi, że za około trzy miesiące się przeprowadza. Zdecydowałem wtedy, że chcę pracować przez te trzy miesiące, nawet jeśli później miałoby się to skończyć.

Tyle że się nie skończyło.

Po jej przeprowadzce przeszliśmy na psychoterapię online i ta praca trwała później kilka lat.

Dzisiaj widzę, jak ważne było to dla mojego własnego myślenia o terapii online.


Od gabinetu do psychoterapii online

Kiedy przeszliśmy z gabinetu na ekran, nie miałem poczucia, że razem z fizycznym miejscem zniknęło to, co było ważne w naszej relacji.

Zmieniła się forma, ale nie zniknął kontakt.

Później korzystałem również z psychoterapii online z innymi terapeutami, czasem w krótszych, czasem w dłuższych procesach. Korzystałem z superwizji online. Z czasem ta forma pracy stała się dla mnie czymś bardzo naturalnym.

Dlatego dzisiaj, kiedy sam prowadzę psychoterapię online, znam ją nie tylko z perspektywy terapeuty.

Znam ją również jako klient.

Wiem, jak to jest czekać na połączenie, jak to jest mówić o czymś bardzo osobistym ze swojego domu, jak kończy się spotkanie i chwilę później nadal siedzi się w tym samym pokoju, w którym przed chwilą wydarzyło się coś emocjonalnie ważnego.

Wiem też, że po pewnym czasie ekran przestaje być czymś szczególnie obecnym.

Spotkanie zaczyna być po prostu spotkaniem.


Telefon nauczył mnie słuchać inaczej

W czasie pandemii odbywałem staż w Wielkiej Brytanii i w jednej z organizacji, w której wtedy pracowałem, mogłem kontaktować się z klientami wyłącznie telefonicznie.

To było bardzo ciekawe doświadczenie.

Kiedy nie widzimy drugiej osoby, zostaje głos. Znika twarz, gest, sposób siedzenia, kontakt wzrokowy i wszystkie te informacje, które normalnie odbieramy bez zastanowienia.

I wtedy zacząłem bardziej słyszeć, co ten głos niesie.

Tempo mówienia.

Zmianę tonu.

Oddech.

Ciszę.

Zawahanie.

Nagłe przyspieszenie.

Moment, w którym ktoś mówi trochę ciszej albo urywa zdanie.

Wtedy bardzo mocno przyszła do mnie myśl, że my często słuchamy oczami.

Kiedy widzimy drugą osobę, dostajemy bardzo dużo bodźców naraz i część naszej uwagi naturalnie idzie w obraz. Kiedy ten obraz znika, zaczynamy wyławiać z głosu rzeczy, które wcześniej mogły zostać gdzieś w tle.

To doświadczenie nauczyło mnie słuchać trochę inaczej, ale też pokazało mi, jak dużo może wydarzyć się w pracy przez telefon.

Do dziś zdarzają się osoby, które wybierają u mnie właśnie taką formę spotkania, i bardzo dobrze się w niej odnajduję.


Nie każdy chce być widziany

To samo widzę w psychoterapii online.

Mamy możliwość spotkania przez kamerę, ale nie dla każdego oznacza to, że kamera jest potrzebna przez całe spotkanie.

Niektóre osoby czują się dużo bezpieczniej bez obrazu. Dla kogoś trudny może być kontakt wzrokowy, dla kogoś świadomość, że jest obserwowany, a dla kogoś jeszcze samo oglądanie własnej twarzy podczas rozmowy.

Czasem możliwość powiedzenia: „nie musisz włączać kamery” naprawdę dużo zmienia.

I myślę, że gdyby psychoterapia była dostępna tylko w gabinecie, część osób, z którymi pracowałem, możliwe, że zgłosiłaby się dużo później, a niektóre być może nie zgłosiłyby się wcale.

Nie dlatego, że gabinet jest gorszy.

Po prostu dla części osób jest wyższym progiem wejścia.


Gabinet, online, telefon, spacer

Pracowałem już w różnych formach: w gabinecie, online, przez telefon i w naturze.

Nie widzę tego jako pytania o to, która forma jest najlepsza.

Bardziej widzę różne możliwości.

Gabinet daje wspólną przestrzeń i fizyczną obecność.

Online daje dostępność i możliwość pracy niezależnie od miejsca zamieszkania.

Telefon pozwala skupić się na głosie i dla części osób obniża napięcie.

Praca w naturze wnosi ruch, przestrzeń i inny rodzaj kontaktu.

Każda z tych form ma swoje plusy i swoje ograniczenia.

I dlatego znacznie bardziej interesuje mnie pytanie: w jakiej formie dana osoba czuje się na tyle bezpiecznie, żeby naprawdę być w tym spotkaniu?


Psycholog i psychoterapeuta – sam musiałem tę różnicę zrozumieć

Kiedy pierwszy raz szukałem dla siebie pomocy, właściwie nie rozróżniałem dobrze psychologa i psychoterapeuty.

Myślę, że wiele osób nadal szuka w podobny sposób.

Mówimy „potrzebuję psychologa”, chociaż tak naprawdę myślimy: „chcę z kimś porozmawiać”, „potrzebuję terapii”, „nie radzę sobie”, „chcę coś zrozumieć”.

A mieszkając w Wielkiej Brytanii, zaczynamy jeszcze odkrywać, że tutejszy system wygląda inaczej niż w Polsce.

Tutaj szczególnie ważne jest to, że chronione są konkretne tytuły psychologiczne, takie jak clinical psychologist czy counselling psychologist, a nie każde użycie słowa psychologist.

Dla osoby szukającej pomocy ważniejsze od samego słowa „psycholog” jest więc pytanie: czego właściwie potrzebuję?

Diagnozy?

Oceny psychologicznej?

Psychoterapii?

Regularnych spotkań?

To nie zawsze jest to samo.


Ja sam najpierw poszedłem w stronę psychologii

Co ciekawe, kiedy już wiedziałem, że chcę szkolić się jako psychoterapeuta, sam początkowo poszedłem w stronę psychologii.

Mieszkając już w Wielkiej Brytanii, zdecydowałem, że szkołę psychoterapii chcę rozpocząć w Polsce.

I wtedy zetknąłem się z czymś, co w polskim systemie pojawia się dość często — w części szkół czy organizacji wcześniejsze wykształcenie psychologiczne jest wymagane albo bardzo mocno preferowane.

Zacząłem więc studiować psychologię.

Po pewnym czasie okazało się jednak, że znalazłem szkołę psychoterapii, w której moje wcześniejsze wykształcenie i studia podyplomowe związane z pedagogiką oraz terapią uzależnień były wystarczające.

I wtedy psychologię zostawiłem.

Ale ten jeden semestr był dla mnie bardzo ciekawy, bo pozwolił mi naprawdę poczuć, jak bardzo psychologia i psychoterapia są czymś innym.

Na psychologii poznawałem teorie, modele, klasyfikacje, badania, sposoby opisywania zachowania człowieka. To była duża ilość wiedzy.

I jednocześnie miałem bardzo wyraźne poczucie, że ta wiedza sama w sobie nie przybliża mnie jeszcze do człowieka.

To było dla mnie trochę zaskakujące.

Psychologia, chcąc być dyscypliną akademicką i naukową, musi w pewnym sensie człowieka porządkować, opisywać, mierzyć, dzielić na zmienne, szukać tego, co można badać i porównywać.

I oczywiście to ma ogromną wartość.

Ale psychoterapia spotyka człowieka trochę w innym miejscu.

Tam nie zawsze da się wszystko zmierzyć.

Nie zawsze da się wszystko nazwać.

Nie wszystko da się sprowadzić do jednej teorii.

Czasem ważniejsze od pytania „co to jest?” staje się pytanie: „jak to jest dla ciebie?”

I chyba właśnie wtedy jeszcze mocniej poczułem, że to psychoterapia jest drogą, którą chcę iść.


W Wielkiej Brytanii droga do psychoterapii wygląda inaczej

To też było dla mnie ciekawe, bo mieszkając tutaj widziałem, że brytyjski system kształcenia psychoterapeutów jest zbudowany trochę inaczej.

Nie ma takiego prostego założenia, że najpierw trzeba zostać psychologiem, a dopiero później psychoterapeutą.

Nacisk częściej idzie w stronę samego szkolenia terapeutycznego, praktyki klinicznej, superwizji, własnego rozwoju i uczenia się pracy w relacji.

Sam jestem członkiem BACP i pracuję w brytyjskich ramach zawodowych, ale nie myślę o tym jako o najważniejszej informacji o mnie.

Znacznie ważniejsze jest dla mnie to, jak pracuję z człowiekiem i jak rozumiem psychoterapię.


Dopiero później zrozumiałem, dlaczego przy niektórych terapeutach nie czułem się dobrze

Kiedy zacząłem sam uczyć się zawodu, wracałem czasami do swoich pierwszych doświadczeń jako klient.

I dopiero wtedy zacząłem rozumieć rzeczy, których wcześniej nie potrafiłem nazwać.

Niektóre zachowania, które wtedy po prostu powodowały, że czułem się źle albo niepewnie, później zacząłem rozumieć również jako kwestie związane z profesjonalnymi granicami, dobrą praktyką czy etyką pracy terapeutycznej.

To było dla mnie ważne.

Bo etyka brzmi czasami bardzo formalnie.

Jak dokument.

Jak zbiór zasad.

A po stronie klienta ona często objawia się czymś bardzo prostym.

Czy czuję się bezpiecznie.

Czy wiem, czego mogę się spodziewać.

Czy granice są jasne.

Czy mogę powiedzieć, że coś mi nie odpowiada.

Czy mam poczucie, że jestem słuchany.

I być może właśnie dlatego dzisiaj dużo bardziej widzę, że bezpieczeństwo w terapii nie bierze się tylko z tego, że ktoś jest miły albo empatyczny.

Bierze się również z jasnych ram.


COVID zmienił geografię psychoterapii

Psychoterapia online istniała oczywiście wcześniej.

Sam korzystałem z niej przed pandemią.

Ale COVID sprawił, że coś, co wcześniej było jedną z możliwości, stało się dla ogromnej części środowiska czymś codziennym.

Wiele osób nie wróciło już później do pracy wyłącznie gabinetowej.

Część pracuje hybrydowo.

Część pozostała głównie online.

I dla osób mieszkających za granicą jest to ogromna zmiana.

Kiedyś polski psycholog czy polski psychoterapeuta musiał być w rozsądnej odległości od domu.

Dzisiaj nie musi.

Można mieszkać w małej miejscowości w Anglii, Szkocji czy Walii i pracować z terapeutą znajdującym się setki kilometrów dalej.

I nagle pytanie nie brzmi tylko:

„kto jest blisko?”

ale:

„z kim chcę pracować?”


Psychoterapia po polsku na emigracji

Jest jeszcze coś, czego nie da się całkowicie oddzielić od tego tematu.

Emigracja.

Nie uważam, że emigracja sama w sobie musi być problemem psychicznym.

Ale jest doświadczeniem.

Czasem bardzo obciążającym.

To może być życie daleko od rodziny, brak dawnej sieci znajomych, funkcjonowanie w drugim języku, wychowywanie dzieci bez wsparcia dziadków, starzejący się rodzice w Polsce, pytanie o powrót, o pozostanie, o to, gdzie właściwie jest dom.

Czasem też poczucie, że po latach nie jest się już całkowicie stąd, ale nie jest się też całkowicie stamtąd.

I myślę, że ten kontekst ma znaczenie w terapii.

Nie dlatego, że terapeuta musi sam być emigrantem.

Ale dlatego, że dobrze jest, jeśli rozumie, że słowo „mieszkam w UK” czasem niesie za sobą znacznie więcej niż tylko adres.


Jak więc wybrać?

Gdybym dzisiaj ponownie znalazł się w miejscu, w którym byłem przed swoją pierwszą terapią, pewnie sprawdziłbym trochę więcej rzeczy niż wtedy.

Ale nadal nie szukałbym idealnego profilu.

Nie wierzę, że można wybrać właściwego terapeutę wyłącznie na podstawie strony internetowej.

Można przeczytać opis.

Można sprawdzić doświadczenie.

Można zobaczyć, jak ktoś pisze i jak myśli.

Ale później trzeba się spotkać.

Bo dopiero wtedy zaczynamy czuć, czy chcemy z tym człowiekiem rozmawiać.

Czy czuję się słyszany.

Czy mogę powiedzieć, że coś mi nie odpowiada.

Czy mam przestrzeń.

Czy nie czuję, że muszę być „dobrym klientem”.

Czy chcę wrócić.

Sam potrzebowałem kilku prób, zanim znalazłem terapeutę, z którym zostałem na dłużej.

Dzisiaj nie widzę w tym niczego dziwnego.


Polski psycholog, polski psychoterapeuta online — czasami szukamy przede wszystkim człowieka

Kiedy wpisujemy w Google „polski psycholog UK”, „polski psychoterapeuta UK”, „polski psycholog online” czy „psychoterapia online po polsku”, na początku szukamy zwykle usługi.

Później zaczynamy czytać.

Porównujemy.

Sprawdzamy.

Czasem umawiamy pierwszą osobę i zostajemy na lata.

Czasem po dwóch spotkaniach wiemy, że to nie to.

Ja sam przeszedłem przez kilka takich prób.

I być może dlatego dzisiaj myślę, że kwalifikacje, wiedza, doświadczenie i etyka są bardzo ważne, ale później zostaje jeszcze coś, czego nie da się całkowicie sprawdzić wcześniej.

Relacja.

I być może największą zmianą, jaką przyniosła psychoterapia online, jest właśnie to, że mieszkając za granicą nie musimy już wybierać wyłącznie spośród osób, do których jesteśmy w stanie dojechać.

Możemy szukać trochę dalej.

Nie tylko geograficznie.

Również po to, żeby znaleźć człowieka, z którym naprawdę będziemy chcieli rozmawiać.

 
 
bottom of page