Psychoterapia i przyroda. Czego las nauczył mnie o człowieku?
Zaktualizowano: 1 sie

Kiedy ktoś dowiaduje się, że poza psychoterapią od wielu lat zajmuję się przyrodą, obserwacją ptaków, ekologią, pszczelarstwem i wędrówkami po lasach oraz górach, bardzo często pyta, czy właśnie tam odpoczywam po pracy. Odpowiadam, że kontakt z przyrodą rzeczywiście pomaga mi odzyskać spokój i równowagę, jednak z biegiem lat zrozumiałem, że jej znaczenie w moim życiu jest znacznie większe. Nie jest ona dla mnie ucieczką od psychoterapii ani sposobem na odreagowanie trudnych emocji po pracy. Stała się jednym z najważniejszych powodów, dla których patrzę na człowieka właśnie w taki sposób.
Zanim zostałem psychoterapeutą, przez wiele lat uczyłem się rozumieć przyrodę. Dzisiaj widzę, że to właśnie ona nauczyła mnie, jak patrzeć na człowieka.
Jeszcze na długo przed rozpoczęciem pracy terapeutycznej spędzałem setki godzin, obserwując ptaki, lasy, torfowiska, jeziora i procesy zachodzące w przyrodzie. Nie interesowało mnie jedynie rozpoznawanie gatunków. Znacznie bardziej fascynowało mnie zrozumienie zależności – tego, dlaczego właśnie tutaj rośnie określona roślina, dlaczego dany gatunek pojawia się w jednym miejscu, a znika z innego, w jaki sposób środowisko wpływa na rozwój organizmów i jak niewielka zmiana warunków potrafi zmienić funkcjonowanie całego ekosystemu.
To właśnie wtedy nauczyłem się czegoś, co do dzisiaj pozostaje jednym z fundamentów mojego sposobu pracy.
W przyrodzie niemal nic nie dzieje się przypadkowo. Każdy organizm rozwija się w określonych warunkach, reaguje na środowisko, wykorzystuje dostępne zasoby i przystosowuje się do zmian, od których często zależy jego przetrwanie. Zamiast oceniać, dlaczego coś wygląda właśnie tak, najpierw próbujemy zrozumieć warunki, w których mogło się rozwinąć.
Dzisiaj widzę, że dokładnie w taki sam sposób patrzę na człowieka.
Coraz rzadziej zastanawiam się nad tym, co jest z nim nie tak, a znacznie częściej próbuję zrozumieć, w jakim środowisku przyszło mu dorastać, do czego musiał się przystosować i jakie doświadczenia sprawiły, że właśnie taki sposób przeżywania świata okazał się kiedyś najlepszą możliwą odpowiedzią.
W przyrodzie nie dziwi nas, że drzewo rosnące przez całe życie na skraju lasu będzie wyglądało inaczej niż to, które rozwijało się w jego głębi. Nie oczekujemy, że rośliny wyrastające na torfowisku będą zachowywały się tak samo jak te rosnące na suchej łące, ponieważ intuicyjnie rozumiemy, że środowisko ma znaczenie. Tymczasem wobec ludzi bardzo łatwo zapominamy o tej zależności i zaczynamy oceniać ich zachowanie w oderwaniu od historii życia, relacji i doświadczeń, które ich ukształtowały.
Myślę, że właśnie dlatego w psychoterapii tak rzadko interesuje mnie samo zachowanie. Znacznie bardziej interesuje mnie jego funkcja. Nie pytam przede wszystkim, dlaczego ktoś reaguje w określony sposób, ale próbuję zrozumieć, do czego taka reakcja była kiedyś potrzebna. To pytanie wielokrotnie zmienia kierunek całej rozmowy, ponieważ pozwala zobaczyć, że wiele naszych reakcji nie jest oznaką słabości ani uszkodzenia, lecz próbą przystosowania się do warunków, które kiedyś przekraczały nasze możliwości.
To spojrzenie ma również ogromny wpływ na sposób, w jaki rozumiem zdrowienie.
Przyroda nauczyła mnie cierpliwości wobec procesów. Nie próbujemy przyspieszyć dojrzewania lasu ani zmusić młodego drzewa, aby rosło szybciej, ponieważ wiemy, że rozwój wymaga czasu, odpowiednich warunków i stabilności. Podobnie jest w psychoterapii. Człowiek bardzo rzadko zmienia się dlatego, że usłyszał dobrą radę albo znalazł właściwe wyjaśnienie swojego problemu. Znacznie częściej zmiana pojawia się wtedy, kiedy stopniowo powstają warunki pozwalające układowi nerwowemu przestać funkcjonować wyłącznie w trybie przetrwania i zacząć doświadczać bezpieczeństwa.
Kontakt z przyrodą ma dla mnie również bardzo osobisty wymiar.
Las nie oczekuje ode mnie większej skuteczności, produktywności ani kolejnych osiągnięć. Nie interesuje go liczba przeczytanych książek, odbytych szkoleń czy przeprowadzonych sesji. W lesie mogę po prostu być, obserwować i przypominać sobie, że życie nie składa się wyłącznie z celów, planów i nieustannego rozwoju. Być może właśnie dlatego po wielu godzinach pracy z ludźmi tak często wracam nad jeziora, na torfowiska, w góry albo do własnego ogrodu. To nie jest ucieczka od ludzi. To powrót do sposobu patrzenia na świat, który przypomina mi, że rozwój ma swój rytm i nie daje się przyspieszyć.
Coraz częściej zauważam również, że wielu moich klientów nie potrzebuje wyłącznie odpoczynku. Potrzebuje doświadczenia przestrzeni, w której nic nie musi wydarzyć się natychmiast, w której można na chwilę przestać walczyć ze sobą i po prostu zauważyć, co dzieje się w ciele, emocjach i relacjach. Przyroda nie rozwiązuje naszych problemów i nie zastępuje psychoterapii, jednak bardzo często pomaga odzyskać kontakt z czymś, co we współczesnym świecie łatwo tracimy – z poczuciem, że jesteśmy częścią większego porządku, który nie ocenia nas przez pryzmat wyników, lecz pozwala nam po prostu istnieć.
Nieprzypadkowo więc tak często korzystam z metafor zaczerpniętych z przyrody podczas sesji terapeutycznych. Kiedy rozmawiam z klientami o zmianie, zdrowieniu czy rozwoju, znacznie bliższe są mi obrazy lasu, rzeki, gór albo całych ekosystemów niż metafory naprawiania człowieka. Człowiek nie jest maszyną, w której wystarczy wymienić uszkodzony element. Jest żywym organizmem rozwijającym się w określonym środowisku, pozostającym w nieustannej relacji z innymi ludźmi i światem, który go otacza.
Być może właśnie dlatego psychoterapia i przyroda od wielu lat są dla mnie tak blisko siebie. Obie uczą mnie uważnej obserwacji, cierpliwości i szacunku dla procesów, których nie da się przyspieszyć. Im dłużej pracuję jako psychoterapeuta, tym mocniej przekonuję się, że największa zmiana nie rodzi się z presji ani z oceniania, lecz ze stworzenia takich warunków, w których człowiek może bezpiecznie rozwijać się zgodnie z własnym rytmem.
To właśnie dlatego, kiedy patrzę na człowieka siedzącego naprzeciwko mnie w gabinecie, nie próbuję przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie, co należy w nim zmienić. Znacznie bardziej interesuje mnie to, jaką drogę przeszedł, w jakim środowisku przyszło mu dorastać i jakie doświadczenia sprawiły, że właśnie taki sposób przeżywania świata stał się kiedyś najlepszym sposobem przetrwania. Myślę, że tego właśnie nauczyła mnie przyroda. Nie gotowych odpowiedzi, lecz cierpliwego rozumienia życia.


